Zwykły-niezwykły dzień, czyli jak odnalazłam się na home office?

2020-04-27
Zwykły-niezwykły dzień, czyli jak odnalazłam się na home office?

Jest poniedziałek, godzina 8:30, a ja bez pośpiechu przeciągam się w łóżku. Dziś wyjątkowo nie wystrzelam jak popcorn na dźwięk budzika. Nie myję zębów, susząc równocześnie włosy i przy okazji sprawdzając pogodę na telefonie. Nie rozsypuję płatków owsianych po całej kuchni i nie zjadam ich w tramwaju. Dziś 30 minut na przygotowanie się do pracy to kupa czasu, bo moje biuro znajduje się w salonie. Dziś, już któryś dzień z rzędu, jestem na home office. 



Na spokojnie, ubieram się — dość obcisłe jeansy, flanelowa koszula, dorzucam dodatki: opaska, pierścionek i zastanawiam się, kogo ja oszukuję? Przypominam sobie te mięciutkie dresy od Local Heroes
, które mignęły mi wczoraj na Instagramie @panpablo, o rany, jak bardzo bym chciała teraz mieć je w swojej szafie. Mój wewnętrzny leniwiec podpowiada mi, że do wieczornego pilatesu on-line nie musiałabym się nawet po pracy przebierać. Prosto od biurka na matę, co za oszczędność czasu! Tak! Dzisiaj muszę zamówić te dresy.

Wkładam na stopy Happy Socks’y w grochy dla wygody i sandały Birkenstock dla szczypty luksusu i zasiadam do biurka. Kiedyś nosiłam po domu zwykłe kapcie, które odkształcały się i brudziły już po kilku miesiącach, odkąd 2 lata temu kupiłam Birken’y, chodzę po mieszkaniu tylko w nich. Mam wrażenie, że są niezniszczalne, a już na pewno wiem, że są ultra wygodne. Zwykle o tym nie myślę, po prostu je wkładam, ale dzisiaj mam więcej czasu, w końcu nie muszę biec na tramwaj.



Czas na home office jakoś dziwnie mi się dłuży. Czy to ze względu na to, że nie ma dookoła współpracowników, z którymi można pogadać w międzyczasie? Czy może dlatego, że lodówka jest niebezpiecznie blisko, a czas między jedną przekąską a drugą odczuwany jest dotkliwiej? Zastanawiam się nad tym, parząc sobie drugą kawę i wyciągając z kuchennej szafki ciastka, które upiekłam dzień wcześniej. Po pracy stwierdzam, że muszę wybrać się do sklepu po kilka niezbędnych produktów, szczerze mówiąc, liczyłam, że moje zapasy starczą na dłużej, a tu już po tygodniu muszę je uzupełnić. Czyli jednak robię za dużo przerw na przekąski.



Biorę
plecak Re Kanken, pakuję do niego żel antybakteryjny i butelkę Dopper napełnioną ciepłą wodą z miodem, imbirem i cytryną — moją ulubioną. Po powrocie znów nie mogę się nadziwić, jak ten niewielki z pozoru plecak pomieścił wszystkie zakupy. Uwielbiam go. Po kilku tygodniach sporadycznego wychodzenia z domu i nie spotykania się z przyjaciółmi i bliskimi nauczyłam się przede wszystkim doceniania tego, co mam. Nawet jeśli są to skarpetki w grochy, które nie zawsze widać spod spodni, srebrne klapki, które dodają mi animuszu, plecak, który pomieści wszystko to, czego mi trzeba czy butelka, która utrzymuje ciepło mojego ulubionego naparu. W trudnych czasach te przedmioty dają mi poczucie stabilności, przewidywalności i przede wszystkim są źródłem moich małych, domowych radości.

Autorka: Sylwia Bodnar | @sylwiabodnar

Sylwia jest copywriterką, strateżką i wielką fanką rękodzieła. Na co dzień buduje komunikację marek odpowiedzialnych społecznie, skoncentrowanych na ekologicznych rozwiązaniach. Miłośniczka papieru, a więc gazet, pocztówek, książek i myśli zapisywanych piórem w notesie. Nigdy nie siada do pisania bez czarnej kawy w kubku od jednej z ulubionych lokalnych marek. Wieczorami tańczy do Beyoncé, czyta Zwykłe Życie lub tka na krośnie.

Strona korzysta z plików cookie w celu realizacji usług zgodnie z Polityką dotyczącą cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do cookie w Twojej przeglądarce.
Zamknij
pixel